Lekcja historii w Technikum nr 6 w Sosnowcu. Internowany Jacek Machura opowiedział o swoich przeżyciach w stanie wojennym

Kacper Jurkiewicz
Kacper Jurkiewicz
13 grudnia 2021 roku do Technikum nr 6 w Sosnowcu przyjechał Jacek Machura. Opowiedział o byciu internowanym i swoich przeżyciach w stanie wojennym. Spotkaniu towarzyszyła mała wystawa okolicznościowa. 

Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuń w prawo - wciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
13 grudnia 2021 roku do Technikum nr 6 w Sosnowcu przyjechał Jacek Machura. Opowiedział o byciu internowanym i swoich przeżyciach w stanie wojennym. Spotkaniu towarzyszyła mała wystawa okolicznościowa. Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuń w prawo - wciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Kacper Jurkiewicz
Udostępnij:
W poniedziałek, 13 grudnia, minęło 40 lat od wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Tego dnia do Technikum nr 6 w Sosnowcu przyjechał Jacek Machura, który był internowany. Opowiedział uczniom o swoim losie oraz tych trudnych czasach.

40. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Spotkanie z Jackiem Machurą w Technikum nr 6 w Sosnowcu

Dyrektor i nauczycielka Bożena Fulas z Technikum nr 6 Grafiki, Logistyki i Środowiska im. Legionów Polskich w Sosnowcu postanowili przygotować dla uczniów żywą lekcję historii. Z okazji 40. rocznicy wybuchu stanu wojennego w Polsce do szkoły zaproszono Jacka Machurę, działacza Solidarności, który opowiedział o swoich doświadczeniach w tym ciężkim okresie.

- Wprowadzenie stanu wojennego to bardzo ważne wydarzenie w historii Polski. Szkoła ma taką misję wychowywania młodzieży w duchu patriotycznym. Co roku wspominamy tę rocznicę. Ze względu, że teraz przypada 40. rocznica zorganizowaliśmy spotkanie z panem Jackiem Machurą. Będziemy także przypominać o tym wydarzeniu przez radiowęzeł czy nasze media społecznościowe - powiedział Zbigniew Zalas, wicedyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego ds. kształcenia zawodowego i praktycznego.

Spotkanie odbyło się w jednej z klas szkolnych. Jacek Machura podzielił się swoją historią z uczniami. Ci słuchali z zainteresowaniem, a niektórzy byli bardzo ciekawi i zadawali pytania dotyczące tego okresu oraz przeżyć pana Jacka. Spotkaniu towarzyszyła mała okolicznościowa wystawa, którą można było obejrzeć w klasie oraz na korytarzu szkolnym.

Jacek Machura z Sosnowca został internowany w nocy z 12 na 13 grudnia

Jacek Machura pracował w tzw. fabryce domów na Dańdówce w Sosnowcu. Był członkiem Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”.
Zarzucano mu, że był samozwańczym przywódcą straży robotniczej. Podczas strajków organizował zabezpieczenie zakładu. Na zakładzie w maju 1981 roku przeprowadził głodówkę o uwolnienie więźniów politycznych, m.in. Leszka Moczulskiego i Romualda Szeremietiewa i braci Kowalczyków. Była to tzw. głodówka prowadząca. Zakończyła się sukcesem, zwolniono wszystkich z Konfederacji Polski Niepodległej oprócz braci. Jako członek komisji zakładowych był przewodniczącym komitetu obrony więzionych za przekonania. Machura i kilka innych osób był jednocześnie członkiem KPNu, zażądali, by na zakładzie przydzielono im pokój. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 został internowany.

- Przywieziono nas wszystkich na komendę w Sosnowcu. Przetrzymano do rana. Ja zostałem przewieziony do więzienia w Strzelcach Opolskich. Tam wydzielony był jeden obiekt, gdzie byli sami internowani. Kryminalni siedzieli w osobnych blokach.
Po około 3 miesiącach, ten ośrodek zlikwidowano dlatego, że były naciski z Czerwonego Krzyża z kościoła, bo to to to było takie jedno z cięższych więzień. Przewieziono mnie do Uherc w Bieszczadach koło Ustrzyk Dolnych - opowiada Jacek Machura.

Warunki tego więzienia były lepsze. Cele były otwarte i można było chodzić po budynku. W czerwcu doszło do buntu. Jeden mężczyzna był chory na klaustrofobie. Dostał ataku, a straż odmówiła wezwania lekarza. Internowani zabarykadowali budynek. Po około dwóch dniach nastąpił rozłam - część chciała kontynuować bunt, a większość była, by wpuścić strażników. Wybrano 40 osób, które były najbardziej aktywne podczas buntu. Wśród nich był Jacek Machura.

- Całą moją grupę przewieźli do Rzeszowa Załęża. Warunki były gorsze niż w Uhercach, ale lepsze niż w Strzelcach. Mogliśmy poruszać się po korytarzach, ale na jednym poziomie. Cele były otwarte od 6 do 22. Planowaliśmy z kilkoma kolegami ucieczkę. Żeby wydostać się z więzienia bez pomocy z zewnątrz było dość trudno. Wymyśliliśmy, że rozpoczniemy głodówkę, to być może zabiorą nas do szpitala - mówi internowany.

Wizyta w szpitalu dała szanse internowanym na ucieczkę

Głodówka trwała 19 dni. Zaczęło ją 16 osób, ale tylko 8 dotrwało do końca. Te osoby przewieziono do szpitala w Rzeszowie. Można było poruszać się po szpitalu oraz parku przy nim, jednak cały czas internowani byli obserwowani przez strażnika. W szpitalu kontynuowano głodówkę. W trzecim dniu pobytu szpitala jedna z sióstr powiedziała, że przygotowują ich do powrotu do więzienia.

- Ja z dwoma kolegami z Wrocławia postanowiliśmy, że uciekniemy. Tak się złożyło, że jak nas przewieźli, to nie chcieli nas przewozić ciuchach więziennych, tylko wydali nam swoje własne. Nie odebrali nam ich. Nie mogliśmy się przebrać w szpitalu. Umówiliśmy się więc, że ci którzy nie uciekali wynieśli nam ubrania do parku. Pieniądze mieliśmy tylko tyle, ile zebrali wszyscy internowani w szpitalu. Nie mieliśmy przy sobie dokumentów, a jak kogoś bez nich zatrzymali to zabierali go od razu. Ponadto wszyscy mieliśmy brody do pasa - wspomina Machura.

Najważniejsze było wydostanie się z Rzeszowa. Autobusem dotarli do małej miejscowości Dynów. Jeden z kolegów pana Jacka poszedł do plebanii i zapytał się księdza, czy przyjmie uciekinierów.

- Mieliśmy szczęście, bo ksiądz proboszcz miał około 70 lat, a po wojnie był związany z WINem i za komuny odsiedział chyba 8 lat w więzieniu. Mogliśmy się ogarnąć i zjeść posiłek. Następnego dnia z pomocą księży rozjechaliśmy się w inne strony. Moi koledzy chcieli dostać się do Solidarności Walczącej, ja chciałem stworzyć jej zalążek w Zagłębiu. Przez niecałe trzy miesiące się ukrywałem - kontynuuje opowieść.

Jacek Machura znów trafił do więzienia. Po wyjściu pracował, aż wyjechał z kraju

Prze ten czas miał kontakt z kolegą z zakładu, a on kontaktował się z innymi zakładami. SB podejrzewało, że panowie mają ze sobą kontakt, więc aresztowano kolegę Machury. Jacek Machura ukrywał się do początku września. Zatrzymał go patrol w Klimontowie, gdy szedł dość późno po ulicy. Został przewieziony na komendę w Katowicach. Tam po dwóch tygodniach przesłuchań został przewieziony znów do Rzeszowa Załęża.

- Tak się złożyło, że Rzeszów akurat likwidowali w tym czasie. Byłem tam więc jakiś tydzień. Trafiłem z powrotem do Uherc. Tam był też mój kolega, o którym wspominałem. Siedziałem tam do 11 grudnia, kiedy już likwidowali do więzienie. Oprócz mnie zostało tam tylko chyba 5 osób - mówi Machura.

Machura miał dobrego prawnika, więc otrzymał karę roku ograniczenia wolności, nakaz meldowania się na komisariacie raz w tygodniu oraz potrącano mu 10 procent zarobków. Machura nie meldował się na policji, więc sprawdzano go w zakładzie, w którym pracował. Po około dwóch miesiącach weszła amnestia. Odzyskał więc wypłatę.

- Na zakładzie zgłaszali się do dyrektora. Ten dzwonił do majstra, który wołał mnie do gabinetu dyrekcji. Tam dyrektor zostawiał mnie z dwójką panów. Cały czas naciskali na to, żebym wyjechał z Polski. Ja nie za bardzo tego chciałem. Miałem żonę i dwójkę synów. Oni też straszyli mnie trochę, że może się jakiś wypadek zdarzyć. Nie mówili tego wprost. Z kimkolwiek się nie spotkałem poza pracą, to go zatrzymywano i przesłuchiwano. W końcu zdecydowaliśmy się z żoną wyjechać do Australii - opowiada Jacek Machura.

Tam z rodziną spędził 12 lat. Po przemianach w 1989 roku wrócił do Polski na dwa miesiące, by zobaczyć jak wygląda życie w kraju. W końcu w 1996 roku wrócił z rodziną na stałe do Polski.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosjanie atakują swoich

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie