Kryminalna opowieść o losach sprytnej Simony jest już dostępna w księgarniach. Rozmawialiśmy z jej autorką, Martą Guzowską, która z wykształcenia jest archeolożką, jak główna bohaterka jej najnowszej powieści.

Niesamowicie zainteresował mnie fakt, że planuje Pani przeżyć dziewięć żyć, jak kot. Z jakimi pozostałymi sześcioma wcieleniami Pani przyjdzie nam się spotkać? Poza mamą, pisarką i archeologiem?

Nie wiem (śmiech). Tak samo jak archeolog nie wie, co mu wyjdzie spod łopaty, a pisarz (zazwyczaj) nie wie z góry, jak potoczą się losy jego bohaterów. W tej niewiedzy jest cały smak przygody! Życie, w którym wszystko z góry wiadomo, byłoby nudne jak zbyt starannie zaplanowana powieść, w której nie ma już miejsca na spontaniczność.
Ale gdybym miała zabawić się gdybaniem… Myślę, że w jednym z żyć chciałabym być podróżniczką, ale taką ekstremalną, która objeżdża kulę ziemską z dala od utartych szlaków. Być może, poza pisaniem i archeologią, chciałabym też spróbować jakiegoś innego zawodu. A w kolejnym życiu chciałabym mieć do czynienia ze sztuczną inteligencją: to niesamowita wizja przyszłości.

Dość niecodzienne - skończyć studia archeologiczne w Warszawie, pracować w Grecji a żyć w Wiedniu. Czy to właśnie podróżowanie sprawiło, że postanowiła Pani opisywać rzeczywistość? A może praca archeologa nie była tak wymagająca i zostawało Pani więcej czasu na tworzenie?

Wręcz przeciwnie, praca archeologa była tak wymagająca, że odkopując starożytne miejsca i prowadząc badania naukowe nie miałam czasu na pisanie. Pisarską przygodę rozpoczęłam dopiero, kiedy przymusowo, w czasie urlopu macierzyńskiego, oddaliłam się od archeologii. Tak wówczas tęskniłam za wykopaliskami, że musiałam je sobie napisać, żeby z tej tęsknoty nie zwariować. Nie wiedziałam, czy pisanie mi się uda, to był skok na głęboką wodę. Ale widać odkryłam swoje przeznaczenie: za debiutancką powieść „Ofiara Polikseny” otrzymałam Nagrodę Wielkiego Kalibru, więc miałam naprawdę dobry start.

Główną bohaterką powieści "Reguła nr 1" jest archeolożka-złodziejka. Skąd pomysł na takie przedstawienie postaci? Faktycznie jest tak, że odnalezione na wykopaliskach dzieła potrafią znikać w niewyjaśnionych okolicznościach?

To podchwytliwe pytanie: gdyby archeolodzy wiedzieli, że zabytki znikają, mogliby temu zapobiec. A skoro nie wiedzą… Właśnie na tym oparłam intrygę moich powieści: moja bohaterka jest tak dobrą złodziejką, że potrafi ukraść zabytki, które nigdy nie będą szukane, więc nikt nie dowie się, że w ogóle zaginęły. Simona ma nie tylko doskonałą wiedzę na temat starożytnej biżuterii, więc wie, co warto ukraść. Ona również wie, skąd warto to ukraść, które muzea nie mają pieniędzy na wyrafinowane zabezpieczenia, które misje archeologiczne trzymają zabytki w ciemnych piwnicach, bo nie stać ich na zorganizowanie wystawy… Tutaj zainspirowała mnie końcowa scena z „Poszukiwaczy zaginionej arki”, ta, w której Arka Przymierza załadowana zostaje do skrzyni, a ta ustawiona, razem z tysiącami innych skrzyń, w gigantycznym magazynie, gdzie do końca świata nikt jej nie znajdzie. Można by ją więc spokojnie ukraść…

Wróćmy do dzieci. Przezabawne porównanie pisania powieści kryminalnych do frustracji związanej z posiadaniem pociech. Nie ukrywam, że bardzo interesuje mnie kryminalna tematyka. Co, według Pani, jest najważniejsze przy tworzeniu takiej historii? Można pisać absolutnie o wszystkim, czy może nie miejsca na coś "zbyt drastycznego" ze względu na wrażliwość odbiorcy?

Od kiedy zostałam mamą, mam problemy z czytaniem powieści, w których opisane jest okrucieństwo wobec dzieci. Poprzysięgłam sobie więc, że sama nigdy takiej powieści nie napiszę, moim bohaterem nigdy nie będzie skrzywdzone dziecko. Kryminał to zabawa dla dorosłych :-). Co do wrażliwości odbiorcy: trudno mi ją ocenić zza mojego biurka, odbiorcy bywają przecież różni. Używam więc jako probierza mojej własnej wrażliwości. Jako archeologa w ogóle „nie ruszają” mnie sceny opisu zwłok, ich rozkładu, itd., uważam to za element biologii, zresztą bardzo fascynujący. Natomiast źle znoszę opisy tortur. Więc ich nie zamieszczam i już.

Podoba mi się dynamika, a także odniesienia w książce do dzisiejszych czasów. Przez to akcja staje się bardzo bliska Czytelnikowi. W jaki sposób tworzyła się ta historia w Pani głowie? Skąd pomysł na taki jej początek...?

Większość moich historii zaczyna się od drobiazgu, jakiegoś zabytku, jakiegoś artykułu w gazecie, jakiegoś mejla od znajomego… Bywa, że nieomal fizycznie czuję, jak zapala mi się w głowie lampka z napisem: to jest pomysł na powieść! W przypadku „Reguły nr 1” to była (chyba!) myśl: a co by było, gdyby Simona musiała odnaleźć coś, co nie istnieje…
Jeśli idzie o pierwszą scenę w powieści, tę, w której Simona, w kolejce do kontroli na lotnisku, typuje, kto ze współpasażerów jest przemytnikiem, ta scena narodziła się z mojego nieuleczalnego podglądactwa (śmiech). Bardzo lubię w pociągach, na lotniskach, w supermarketach, obserwować innych ludzi. Lubię na podstawie ich sposobu ubierania, zachowania, gestów, próbować opowiedzieć sobie ich historię. Jestem całkiem niezła w czytaniu mowy ciała, więc kiedy mam czas (na przykład w podróży), opowiadam sobie tych historii sporo. A ponieważ Simona ma wiele moich cech (na przykład niecierpliwość), dałam jej też tę: umiejętność obserwacji.

Kto powinien sięgnąć po Regułę numer 1?

Absolutnie każdy (mówimy oczywiście o czytelnikach zbliżonych do pełnoletności, to w końcu powieści z trupami)! To dobre, szybkie czytadło. Ktoś, kto chce się dowiedzieć więcej o pracy archeologa, znajdzie tam sporo prawdziwych informacji z pierwszej ręki, podobnie, jak osoba, która chciałaby poznać opisywane przeze mnie miejsca. Ale ktoś, kto chce po prostu spędzić czas na szybkiej i nieskomplikowanej lekturze, również się nie zawiedzie. Sporo wysiłku poświęcam na to, żeby wiedza archeologiczna w moich powieściach poddawała się rytmowi akcji, nigdy nie pozwalam bohaterom wygłaszać naukowych wykładów, bo uważam, że zabija to napięcie i dobrą zabawę.

Nie sposób nie zapytać na koniec o losy kolejnych bohaterów. Z kim wkrótce będziemy - jako Czytelnicy - mogli się zapoznać? Są już projekty kolejnych Reguł?

Tak. Simona to taka bohaterka, która nie potraci zostawić człowieka w spokoju. Zdarza mi się pomyśleć: o, ciekawe, co ona zrobiłaby właśnie w takiej sytuacji. Więc mam już pomysł na kolejny tom przygód Simony Brenner i mogę zapewnić, że to będzie naprawdę wciągająca historia. Ale nie zdradzę niczego więcej! Wierze, że nie powinno się rozmawiać o nienapisanych książkach, tracą przez to energię. Więc to, co będzie robiła Simona w nowej powieści, opowiem dopiero wtedy, kiedy postawię na końcu kropkę.

O książce "Reguła nr 1":
Nowa powieść cenionej przez czytelników, krytyków i branżę (Nagroda Wielkiego Kalibru za debiutancką powieść „Dowód Poliksenny”), autorki kryminałów i archeolożki, Marty Guzowskiej.

Główna bohaterka, Simona Brenner, jest słynna - w świecie archeologów wszyscy liczą się z jej zdaniem, w świecie paserów tym bardziej. Nikt tak jak ona nie potrafi ukraść cennych dzieł sztuki z najbardziej strzeżonych muzeów i galerii.

Tym razem ktoś wplątał ją w makabryczną grę. Ma odszukać bezcenną sztabkę złota. Ten, kto zlecił jej to zadanie, ma obsesję na tym punkcie, która zamienia się w żądzę krwi...

Książki

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Bel Fer (gość)

Archeolożka, hm. Nie ma wątpliwości, że w redakcji na gwałt jest potrzebna psycholożka. Adieu ,,pisarze'', usiłujący pisać po polsku.