Wybierz region

Wybierz miasto

    Tenor wagnerowski

    Autor: Marcin Twaróg

    2005-05-06, Aktualizacja: 2005-05-05 13:32 źródło: Dziennik Zachodni

    Słynny niegdyś tenor Marian Porębski wciąż czeka w Polsce na odkrycie. Przez kilkadziesiąt lat występował w operach wagnerowskich we Francji, stąd w naszym kraju jest postacią niemal nieznaną.

    Słynny niegdyś tenor Marian Porębski wciąż czeka w Polsce na odkrycie. Przez kilkadziesiąt lat występował w operach
    wagnerowskich we Francji, stąd w naszym kraju jest postacią niemal nieznaną. Urodził się w Sosnowcu, dlatego Fundacja im. Jana Kiepury postanowiła zainteresować się jego twórczością.


    Głos jak dzwon
    Marian Porębski ma dziś 95 lat, a głos wciąż jak dzwon. Przekonali się o tym ostatnio Ludwik Kasprzyk i Wilhelm Zych z Fundacji im. Jana Kiepury, którzy odwiedzili sędziwego tenora.

    — To było zadziwiające przeżycie. Zaprosił nas do pokoju, w którym stoją ogromne magnetofony szpulowe i włączył muzykę. Z głośników popłynęły fragmenty oper, w których występował. W pewnej chwili zaczął śpiewać. Głos ma bardzo silny i doskonale pamięta tekst partii — mówi z zachwytem Ludwik Kasprzyk.

    Archiwalne nagrania, to dziś już unikatowy zbiór dokumentujący karierę śpiewaczą. W ogromnych kufrach mieszczą się partytury z odręcznie naniesionymi poprawkami, książki, zdjęcia i inne dokumenty. Marian Porębski był nie tylko solistą, ale także pedagogiem, który wychował grono następców. Był też... kompozytorem. Na swoim koncie ma liczne utwory na orkiestrę.

    Odrębną część jego zbiorów stanowią stroje sceniczne, a że występował w niemal każdej operze wystawianej w czasie wojny i po niej we Francji, kolekcja jest imponująca.

    Odkrywanie talentu
    — Domu, w którym urodził się Marian Porębski, już nie ma. Stał przy ul. Rudnej 7 — pokazał nam to miejsce na mapie. Jego ojciec pracował jako felczer w szpitalu w Sosnowcu, ale był bardzo umuzykalniony. Grał na organach i śpiewał, więc stąd wzięła się u syna miłość do muzyki — mówi Ludwik Kasprzyk.

    Marian Porębski śpiewu zaczął się uczyć w prywatnej szkole Ewy Horbaczewskiej w Sosnowcu. Naukę przerwało mu powołanie do wojska. Gdy wrócił do cywila jako kapral rezerwy, ożenił się i krótko przed wybuchem wojny trafił do Studium Opery Warszawskiej. Karierę przerwała mu wojna.

    Trafił do załogi pociągu pancernego, ale oddział szybko został rozbity. Potem przez Rumunię przedarł się do Francji, gdzie formowały się Polskie Siły Zbrojne.

    — Zaraz się dowiedzieli, że śpiewam i dostałem przydział do referatu oświatowego. Któregoś dnia poszedłem na mszę i zacząłem śpiewać. No i od razu padł rozkaz, że mam śpiewać z Armią Polską — wspomina Marian Porębski.

    W czasie okupacji dla niepoznaki przybrał nazwisko Mario Crepin i związał się z francuskim ruchem oporu. W końcu spotkał impresario, który organizował przedstawienia operowe. Zatrudnił pana Mariana na czas próbny. Menager był pod takim wrażeniem jego umiejętności, że zaproponował mu rolę w Teatrze Wielkim w Bordeaux w operze „Afrykanka” Meyerbeera, której nie wystawiano od 40 lat tylko dlatego, że nie było odpowiedniego tenora dramatycznego. Tą rolą zaczął się triumfalny pochód Porębskiego przez najlepsze opery Francji.

    Kobiety mdlały
    W ciągu następnych lat Marian Porębski dał się poznać jako jeden z najwspanialszych wykonawców oper Wagnera, Reyera i Halewyego. Śpiewał „najcięższe” opery, bardzo trudne wokalnie, ale i scenicznie, wymagające wybitnej techniki. Do takich należy partia Matho w „Salammbo” Reyera.

    Nie był związany z żadną operą stałym kontraktem, ale będąc wziętym artystą, korzystał z wielu przywilejów zarezerwowanych wyłącznie dla gwiazd. Jednym z nich było bajeczne wynagrodzenie za śpiew. Jak wspomina, jeszcze w czasie wojny zarabiał miesięcznie 12 tys. franków — tyle kosztował samochód. Później za jeden występ inkasował tyle, ile etatowy śpiewak opery w ciągu miesiąca. I nic dziwnego, skoro wystarczyło jego nazwisko umieścić na afiszu, by przed kasami do opery ustawiały się tłumy melomanów.

    — Biłem innych solistów modulacją, która u kobiet na widowni wywoływała wręcz ekstatyczne reakcje — wspomina Marian Porębski.

    Między innymi temu głosowi zawdzięcza liczne grono wielbicielek i swój drugi ślub z Dominiką Kwaśnik, córką polskiego emigranta ze Stanisławowa, którego wojna zastała w Belgii. Szesnastoletnia wówczas panna chciała za wszelką cenę szkolić u niego głos. Po kilku latach została jego sceniczną partnerką w Zespole Wokalnym im. Mariana Porębskiego, a później towarzyszką życia.

    W zachwyt nad głosem i interpretacjami oper wpadali nie tylko słuchacze z widowni. Marian Porębski ma liczne dowody na to, że zachwycali się nim także krytycy muzyczni. Wśród zachowanych dokumentów znajdują się także recenzje z jego występów.

    — Tylko najwięksi tenorzy świata potrafili poradzić sobie z operami „Zygfryd”, „Tristan” i „Walkiria”. Za każdym razem wykonanie wymaga wielkiego wysiłku, a Marian Porębski śpiewał te role ponad 25 lat! — mówi Ludwik Kasprzyk.

    Dorobek życia
    Po 60 latach spędzonych we Francji, w 2000 r. Marian Porębski zamieszkał z żoną w niewielkiej Bilczy pod Kielcami. Żona od razu dostała angaż jako muzykolog w Politechnice Świętokrzyskiej. Nie było to trudne, zważywszy że do tej pory studiowała i doktoryzowała się na Sorbonie, a habilitację robiła w Lille na temat „Stylu wokalnego oper polskich XVIII i XIX wieku”. Marian Porębski ma zamiar urządzić w swoim domu muzeum, w którym mógłby prezentować swój dorobek.

    Materiał jest ogromny i w większości złożony jeszcze w pudłach i walizkach. Sławny tenor marzy, by te materiały ktoś spróbował opracować, posegregować i opisać. Zastanawia się teraz nad ustanowieniem fundacji i pragnie, aby jego dom stał się otwarty dla młodych muzyków.

    — A może spróbuję namówić pana Porębskiego, by przekazał swoje dokumenty do Sosnowca? Noszę się z pewnym pomysłem na miejsce, w którym by mogły być wystawione, ale za wcześnie o tym mówić. Chciałbym, żeby pamiątki były przechowywane w godnym miejscu i służyły innym — mówi Ludwik Kasprzyk, prezes Fundacji im. Jana Kiepury.




    Drugi chłopak z Sosnowca
    Marian Porębski urodził się 17 lipca 1910 r. w Sosnowcu jako czwarte dziecko w rodzinie felczera szpitala górniczego. Debiutował w 1944 r. jako pierwszy tenor operowy w „Afrykance” Meyerbeera w Grand Theatre w Bordeaux. Na swoim koncie ma niezliczone role dramatyczne m. in. w operach „Królowa Saba” J. Masseneta, „Salambo” E. Reyera, „Żydówka” Y. Halewy’ego. Występował także w repertuarze wagnerowskim po francusku i włosku. Od wojny mieszkał we Francji, skąd w 2000 r. przeniósł się na stałe do Bilczy koło Kielc.

    Sonda

    Czy uważasz, że właściciele i administratorzy budynków, ktorzy nie odśnieżaja chodników wzdłuż swoich posesji powinni płacić wysokie kary?

    • Zdecydowanie tak (69%)
    • Nie, chodniki to nie ich problem (23%)
    • Nie mam na ten temat zdania (7%)